Archiwum autora: Haloosia

Młodość a starość

Najpierw:

Kolorowy świat (jaskrawe stroje), adrenalina, entuzjazm, przyszłość należy do mnie, nie z prądem, lepiej pod prąd, miłość, szczegóły mego wyglądu, szaleństwa, dużo nauki, niekiedy głupoty, burza hormonów, zakładanie rodziny, kariera zawodowa…

Po latach:

Jasne kolory jesieni (beż, złoto), równowaga, spokój, pamiątki i wspomnienia, czułość, dobra miłość, wiedza, szczegóły wyglądu nie są ważne (i tak nosimy okulary), ważne jest godne i uczciwe życie, twórczość, rodzina, radość, zdrowie, zdrowie…

Nów

2007-03-04-01,35 Jest w nim coś przygnębiającego. Nie ma Księżyca. Właściwie jest, ale go nie widzę. Więc dla mnie go nie ma. Wiem, że będzie, że już za tydzień zacznie udawać literę D, Dopełniając się do pełni…

Ale dzisiaj niebo gwiaździste nade mną, świat nieskończony w czasie i przestrzeni… i wkoło mroźna ciemność.
A ja tak lubię Księżyc.
Pełnia na polanie Rusinowej, w czystym powietrzu Tatr, pozwalała czytać in the Moonlight Shadow… To były czasy! Tu na wsi również niebo jest czyste. Elkę zaskoczyło światło księżyca między drzewami. Mnie kiedyś również. Po prostu jest ono nisko. Księżyc wschodzi — i od razu jest widoczny. W mieście smog i łuna świateł pozwalają widzieć niebo od kąta 20-30°. W górach — góry przysłaniają. A tu mazowieckie równiny ciągną się po horyzont. Bywa to nudne, ale bywa fajne, na przykład właśnie w księżycową noc.

Nów jest ponury.
Znów.

Gdzie się podziała koncentracja?

Przyjemnie w grudniu pomyśleć o lawendzie

Przyjemnie w grudniu pomyśleć o lawendzie

Ciekawostki znajduję w necie na temat powiązania pogody z samopoczuciem. No tak, ostatnie skoki ciśnienia, wichury i deszcze? Zawsze można zwalić na otoczenie ? że koledzy w pracy/domownicy/sąsiedzi (niepotrzebne skreślić) przeszkadzają, nie pozwalają się skoncentrować.

Google na pierwszym miejscu proponują herbatkę: Herbata ,,Koncentracja” zawiera między innymi

  • herbatę czarną,
  • herbatę zieloną gunpowder,
  • dodatek miłorzębu
  • dodatek orzeszków coli.

Każdy z tych składników wpływa ponoć na poprawę koncentracji. Pewno tak. Szukam jednak dalej. Inni proponują lecytynę, czyli też leczenie skutków. Wolałabym jakieś ćwiczenia, może trening jogi?

O, muzyka relaksacyjna, to mi się podoba. Co prawda, musiałabym jej słuchać w słuchawkach, ale to zawsze coś.

Badania pokazują, że spadające ciśnienie opóźnia czas reakcji, pogarsza zdolność poprawnego i racjonalnego myślenia, a także zmniejsza naszą kreatywność. Dzieje się tak dlatego, że niż za oknem wywołuje również spadek ciśnienia w organizmie. Przez to krew krąży trochę wolniej, opóźniają się więc dostawy tlenu i składników odżywczych do mózgu. Zazwyczaj odpowiada on na ten deficyt problemami z koncentracją i pamięcią. Dlatego gdy czujesz, że zbliża się niż, zrezygnuj z wykonywania zajęć wymagających uwagi i skupienia. Jeśli w danej chwili nie możesz sobie na to pozwolić, powinnaś wspomóc się odpowiednimi specyfikami.

Dalej polecane są preparaty z żeńszenia. Gdzie indziej polecana jest kąpiel, a po niej herbatka z melisy. Pasuje. Z kolei na bóle migrenowe polecane są olejki lawendowy i miętowy. Ten pierwszy nawet mam i bardzo lubię jego zapach.

Zimą polecane są spacery ? na niedobór światła pomoże oglądanie dnia. Przekonujące.

Robaki made in China

Zaczęło się niewinnie: kupiliśmy duże opakowanie łuskanych ziaren słonecznika. Duże – bo taniej, skoro i tak potrzeba dużo na dokarmianie ptaków zimą.
To był jeszcze październik, ale kilka dni śnieżnych wystarczy, żeby drobne sikorki nie miały co jeść i marniały w oczach. Potem ocieplenie, więc otwarte opakowanie słonecznika wylądowało w jednej z szafek kredensu.
Po dłuższym czasie zauważyłam białą lichę wędująca po blacie kredensu. Niemała, dobry centymetr długości… Jeszcze nie skojarzyłam źródła, choć zaintrygował mnie robak w domu zimą. W listopadzie czy grudniu lichy powinny spać, a nie łazić po domu. Dziwoląg.
Druga licha zmusiła mnie do myślenia. Znalazłam w końcu opakowanie, z którego wylazły. Było ich tam jeszcze sporo 🙁
Przesypałam słonecznik do zamkniętego pojemnika. Po tygodniu czy dwóch pojawiły się motyłki – takie szare coś, podobne do mola, ale większe. Od groma tego po całym mieszkaniu.
Zaczęliśmy je mordować. Wyczyściłam kredens. Wszystko, co wydawało się podejrzane, wylądowało w ogrodowej altanie – tam sobie ptaki z tym poradzą.
Słuchajcie, przez pierwszy tydzień mordowałam po kilkanaście motyłków dziennie. Dzisiaj już poniżej dziesięciu. Te, które zamordowalam, już mi się nie rozmnożą. Ohydztwo.
Dobrze, że są lekko śnięte. Fruwają dość żwawo, ale jak taki siądzie na zasłonie, ściance jakiegoś mebla czy szybie obrazu, można go spokojnie rozplasnąć – nie ucieka.
Ciekawe, kiedy uda mi się je wytępić i przestaną fruwać po domu.