Archiwum autora: Haloosia

Zlecenia-tłumaczenia

Moje przekłady Robię dwa tłumaczenia – z różnych dziedzin i w różnych technikach. Jedno – z dziedziny o niezbyt znanej mi terminologii: z medycyny. Drugie – informatyczne, więc lepiej się czuję w tematyce. Pierwsze tłumaczenie robię ze wspomaganiem programu CAT o nazwie OmegaT – na tyle prostym, że większość pracy wykonuję samodzielnie (plus konsultacje, oczywista). Drugie zaś zlecenie wykonuję w technologii dla mnie nowej: wyłącznie on-line.
Tak jeszcze niedawno znajomi dziwili się, że swoje tłumaczenia oddaję w formie elektronicznej. Tutaj nawet nie dostaję oryginału: on cały czas fizycznie spoczywa na serwerze biura tłumaczeń.
Czy tak jest lepiej? Dla mnie nie. Nie mogę od razu ogarnąć całości. Jeżeli „zaakceptuję” przekład fragmentu, tym samym oddaję go do weryfikacji i nie mogę już zmieniać.
Praca, która kiedyś była swego rodzaju sztuką, staje się rzemiosłem coraz bardziej zautomatyzowanym. Nie udawajmy, że to jeszcze jest sztuka. Mały wyrobnik stały zarabia na życie, reperuje finanse. Niby fajnie, wydajność z hektara rośnie, wciąż do przodu…
? ??? ???? ????… (oczywiście bardziej mi żal Lermontowa aniżeli Puszkina – jak zawsze).

PIT 37 + PIT/O

PIT = Personal Income Tax, czyli podatek od dochodów osobistych.
Dzisiaj po raz pierwszy złożyliśmy wspólne oświadczenie podatkowe – małżeńskie: PIT 37. Znowu będą nam zwracać kasę. Jak to jest, że odkąd wprowadzono te oświadczenia – a więc od 1992 roku, – co roku dostaję zwrot części ściągniętej zaliczki na podatek? Nie mogliby ściągać mniej na tę zaliczkę? Chyba ten Urząd mnie wykorzystuje.
W tym roku 708 zł dostanę jako odliczenie ulgi internetowej – to na druczku PIT/O (max wynosi 760 zł, ale tyle nie wydaliśmy). Czytaj dalej

Warszawa, marzec 1968

Po maturze w 67 oblałam wstępne na matematykę na UW. Pracowałam w WSS Społem na Wolskiej 84, centrala była na Nowym Świecie.
8 marca ok. 9 rano jechałam taksówką marki warszawa z Woli na Nowy Świat 53 po jakieś dokumenty. Przejeżdżaliśmy przez Krakowskie Przedmieście, a tam tłum, że ledwo daje się przejechać. Mówię do kierowcy:1968-03
– Co tu film kręcą?
– To pani nie wie? Studenci robią bunt.
– A dlaczego?
– A ja tam nic nie wiem.
W południe tego dnia wyjechałam w Karkonosze do Sosnówki na tygodniowy kurs. Tam wieczorami słuchaliśmy Wolnej Europy, żeby dowiedzieć się, co w Warszawie. Polskie Radio nie mówiło nic. Gazety też niewiele. Właściwie większości dowiedziałam się po powrocie do miasta – od rodziny, od znajomych.
Na ubeckim filmie widzę przejeżdżające warszawy – w której z nich jadę?
Dzisiaj TVN24 dziwi się, że młodzi niewiele wiedzą o marcu’68. Wtedy miałam 18 lat, byłam w samym środku – tu i teraz – i też nic nie wiedziałam.
Czytaj dalej