Archiwum kategorii: Rozmaitości

Coś nowego?

Może to właśnie się nazywa osłabieniem wiosennym?
Ale nie jestem osłabiona. Czuję się zagubiona. Chandry i fochy jakieś. Czasem płaczę w kącie. Nie lubię siebie takiej. Nikogo nie lubię wtedy również.
Najchętniej rzuciłabym to wszystko i zaczęła od początku. Drugi rok w tej samej klasie…
Jeszcze bawi mnie podglądanie ptaków.
Jeszcze bawi mnie zabawa w ogródek.
Nie bawi mnie jednak sporo więcej.

Nie wiem, czy podołam nowemu zleceniu-wyzwaniu. Podjęłam się pracy, której nigdy nie robiłam, metodami, których nie znam, za kasę niewielką (ale wliczam w to swoją naukę, za którą nie płacę). Nie wiem, czy się uda.
No tak, dawno nie wymyślałam sobie nowych zawodów. Ale od razu dwa różne?
Cały czas mam 18 i świat przede mną?

Coś mi się chyba popitoliło.

Fedruję

Imieniny Józefa. Skutecznie mnie od niego odizolowały.


Najpierw 3 dni pisałam ofertę. Wiem, że zrobiłam ją bardzo dobrze. Została przyjęta – ale nie dlatego, że była taka świetna, tylko dlatego, że miałam dobre poparcie. Teraz siedzę i przygotowuję się do prezentacji projektu na środę. Wiem, że będzie dobrze przyjęty, ale chcę, żeby był super-duper. Ciekawe, co z tego wyjdzie.
Na razie największy kłopot mam z obróceniem doby, żeby w środowe południe nie spać, ale sprawnie konferować… Wcale to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.
No, i zainwestowałam dychę na Allegro w hosta 1GB do swojej prezentacji. Dobra cena. Wiem, że serwer jest w Reichu. Ciekawe, jak długo się utrzyma na naszym rynku i za ile. Gdyby się okazał w porządku, może się tam przeprowadzę również z gazetką.waw.pl
Cóż, skoro nie ja wygrałam część tych 20 melonów w lotto, to trza fedrować… Zresztą kasa jest tu ważna w mniej niż połowie. Chcę fedrować – bardziej, aniżeli zarabiać. Taka robota jest potrzebna mojej psychice, żebym nie uświerkła do końca.

Plemię

[„Zwierzę zwane człowiekiem” – Desmond Morris, Świat Książki, Warszawa 1997]
W pierwotnym plemieniu liczącym od 80 do 120 osobników wszyscy się nawzajem znali. Nie było obcych. Jeśliby się pewnego dnia pojawiło kilku członków innej grupy, wzbudziliby wielkie zainteresowanie i wkrótce stali się znani wszystkim osobiście, a tym samym przestali być obcy. A jeśli mieszkając w mieście masz wokół siebie milion obcych? Zawarcie z nimi osobistej znajomości jest niemożliwe. Jak więc reagujesz? Oto odpowiedź: z rojących się wokół ciebie mas miejskiej populacji formujesz swoje osobiste plemię, resztę traktując jak nieludzi. Udajesz, że oni po prostu nie istnieją. Odwracasz oczy, unikając z nimi kontaktu wzrokowego, nie wymieniasz pozdrowień ani nie nawiązujesz żadnych innych stosunków. Są dla ciebie czymś w rodzaju drzew w lesie. Na ruchliwych ulicach okazujesz zdumiewającą zręczność. W zatłoczonych autobusach, pociągach i windach starasz się nikogo nie widzieć, rezerwując spojrzenie tylko dla tych, których znasz. Umożliwia ci to korzystanie z najróżniejszych uroków wielkiego miasta przy jednoczesnym psychicznym odtwarzaniu życia plemiennego.
(…)
Ludzkie miasto jest to sztuczne zbiorowisko, skomplikowana sieć powiązanych ze sobą i zachodzących na siebie plemion. Wystarczy przestudiować notes z telefonami czy adresami któregokolwiek z mieszkańców wielkich miast, żeby w nim znaleźć prawdziwą grupę plemienną – nazwiska i adresy znajomych: przyjaciół, kolegów, krewnych. Dla większości z nas liczba przyjaciół w znacznym stopniu przypomina liczbę członków grup, w jakich żyli nasi przodkowie.

Samoczyszczenie

Samoczyszczenie psychiki polega na zapominaniu rzeczy złych.
Bywa niebezpieczne, kiedy zapominasz wyrządzone krzywdy. To niczym samousprawiedliwienie, wybaczenie samemu sobie. Niestety, bywa spotykane wyjątkowo często. Czy „niestety”? Przecież nie można rozpamiętywać zła – tak nie da się wchodzić w nowy dzień z uśmiechem. Z drugiej strony – jeśli zapominasz wyrządzoną przez siebie krzywdę, to ktoś gdzieś pozostaje skrzywdzony. Tak nie wolno przecież.
Nie podoba mi się takie samoczyszczenie.
Stokroć wolę kościelne zalecenie naprawienia krzywdy przed odpuszczenim grzechu. Tylko kto go przestrzega? Ech.

Coraz rzadziej spotykam ludzi z gruntu uczciwych. Słyszę natomiast niekiedy opinię, że ktoś „jest uczciwy”, przyjmującą formę komplementu. Jeżeli chwali się uczciwość, to należy podejrzewać, że odbiega ona od standardu. Większość ludzi jest więc nieuczciwa.
Coraz rzadziej spotykam tych, co nie kłamią. Słyszę natomiast niekiedy opinię, że ktoś „nie kłamie”, przyjmującą formę komplementu. Jeżeli chwali się tę cechę, to należy podejrzewać, że odbiega ona od standardu. Większość ludzi więc kłamie.
Coraz rzadziej spotykam tych, którym mogę ufać. Słyszę natomiast niekiedy opinię, że komuś „można zaufać”, przyjmującą formę komplementu. Jeżeli chwali się zaufanie, to należy podejrzewać, że odbiega ono od standardu. Większości ludzi nie można więc ufać.

Może by tak założyć klub ludzi uczciwych?
Antoni Słonimski bodajże w korespondencji z Julianem Tuwimem zażartował kiedyś takim niby-ogłoszeniem:
Poszukuję uczciwego człowieka. Sam się nie będę wygłupiał.